Było nieźle, będzie lepiej -

- czyli dlaczego mimo przekonującego zwycięstwa Młodzików z Gorlicami, czujemy pewien niedosyt.

Sprawozdanie z meczu z Gorlicami rozpoczniemy tym razem nie od cytatu z Michaela Jordana, ale od opisu pewne szczególnej umiejętności charakteryzującej tego wspaniałego zawodnika, zauważonej przez Davida Halbersama, autora książki o MJ. Wiedział on mianowicie zawsze, gdzie znajdują się w danym momencie wszyscy gracze przeciwnika.

Podobny sposób "fotografowania" ustawienia wszystkich uczestników meczu, i właściwych reakcji, wpaja swoim zawodnikom trener Andrzej Suda. Mieliśmy tego przykłady w starciu z Gorliczanami. A że nie wszystko układało się po myśli coacha, to dawał on upust swojemu niezadowoleniu czasem w sposób dość gwałtowny, co, w mającej niezłą akustykę hali Wisły, pozwalało poznać część "kuchni trenerskiej" każdemu z widzów. Widzowie zaś (w zdecydowanej większości rodzice) musieli przyznać mu rację.

Bo niby mecz od początku toczył się pod dyktando lidera ligi, a jednak czasem podania "za plecy" naszych zawodników dochodziły celu. Niby mało straconych punktów, ale czasem przeciwnicy zdobywali je stanowczo za łatwo. Niby więcej niż w dwu poprzednich meczach ładnych i z polotem przeprowadzonych akcji, ale przy tym rażąca i wręcz frustrująca nieskuteczność w sytuacjach podkoszowych. Niby nieco mniej wyszkoleni technicznie gracze Gorlic faulowali częściej i w sposób bardziej spektakularny (by nie powiedzieć brutalny), a jednak to nasi młodzi sportowcy mieli kilka zupełnie niepotrzebnych fauli. Może to kwestia smogu, może świadomość, że tego meczu przegrać nie można, a może tylko po prostu zły dzień, ale "setka" winna w tym meczu paść bezwzględnie. A nie padła.

Reasumując: momentami te zawody można było oglądać z przyjemnością, a nasi gracze dużymi fragmentami (szczególnie po odprawie w przerwie) wyglądali na skupionych. Zabrakło tylko pewnego automatyzmu, który - jesteśmy pewni - przyjdzie z czasem.

Na koniec warto zauważyć wspaniały rzut Miłosza Matyi z Gorlic, który równo z syreną kończącą trzecią kwartę trafił niemal z połowy szybką i płaską piłką, za co dostał brawa od wszystkich zgromadzonych na sali.

 

TS Wisła Kraków - MKS Gorlice 84:37 (21:11, 19:8, 27:12, 17:6)