Masakra na tablicach

Jest takie stare koszykarskie porzekadło często cytowane przez znanego krakowskiego trenera i wychowawcę wielu koszykarskich pokoleń.....

.......Jana Długosza, ale na publicznym forum nie wypada cytować go w oryginalnej wersji, ponieważ zawiera słowo uważane powszechnie za niecenzuralne. Łagodnie rzecz ujmując mówi ono, że mecz koszykarski wygrywa zespół, który wygrywa walkę na tablicach i jest w tym bardzo wiele racji. Patrząc w statystyki meczowe w jednym na dziesięć przypadków udaje się wygrać drużynie, która przegrywa wyraźnie walkę na desce, a patrząc na różnicę w meczu derbowym pomiędzy Wisłą a AGH Kraków można być i tak zdziwionym, że końcowy wynik nie był jeszcze bardziej korzystny dla ekipy z ulicy Piastowskiej. Przez trzy kwarty byliśmy świadkami bardzo ciekawego i wyrównanego boju, choć praktycznie przez cały czas na prowadzeniu byli goście. Nadzieja w serca kibiców gospodarzy wkradła się w trzeciej kwarcie, kiedy to Marcin Siwak rzutem trzypunktowym wyprowadził swój zespół na prowadzenie 46: 45 i pomimo tego, że przed ostatnią kwartą znowu pięć oczek z przodu było AGH to sprawa końcowego rezultatu wydawała się cały czas otwarta. Niestety to, co wydarzyło się w ostatnich 10 minutach pojedynku trudno nazwać inaczej jak masakrą na deskach, jaką sprawili Wiślakom akademicy trenera Wojciecha Bychawskiego. Dwie, trzy, cztery zbiórki na atakowanej tablicy a następnie skuteczna akcja z pod basketu lub rzutem z dalekiego dystansu były główną przyczyną porażki Wisły a trzy naprawdę niezłe kwarty i dobre wrażenie poszły w zapomnienie.

Co mogę powiedzieć- ekipa Wojtka Bychawskiego zabiła nas na deskach i to byłby chyba cały komentarz do meczu. 62-32 na korzyść AGH w tym 32 zbiórki na naszej bronionej tablicy to coś, czego nie pamiętam jak długo jestem trenerem. Żal mi chłopaków, bo naprawdę przez 30 minut pomimo błędów grali naprawdę dobrze jak na warunki, które postawił nam przeciwnik, z drugiej strony czeka mnie i mojego asystenta weekend wielu przemyśleń dotyczących naszej przyszłości oraz tego, co stanie się z zespołem i niektórymi jego zawodnikami. Chyba niektórzy z moich chłopaków poczuli się za pewnie i wyobrażają sobie, że niezależnie od dyspozycji i chciejstwa lub nie chciejstwa swoje minuty i tak dostaną - już niestety tak nie będzie. Gratuluję Wojtkowi i jego Dryżynie - to była dobra lekcja koszykówki - podsumował trener Piotr Piecuch.

 

TS Wisła Kraków - AZS AGH Kraków  53:79 (10:17, 23:21, 16:16, 4:25) 

 

fotogaleria