Dwie porażki na koniec roku

Ale ….. to był dobry rok

Niestety na przestrzeni ostatniego tygodnia drużyna seniorów TS Wisła poniosła dwie kolejne porażki w rozgrywkach drugoligowych i zadomowiła się w niebezpiecznej strefie w tabeli. O ile porażka w Sosnowcu nie jest zaskoczeniem o tyle przegrana na własnym parkiecie z drużyną MKSu Rybnik nie powinna mieć miejsca a jednak właśnie tak się stało. Mecz z Rybnikiem to trzy kwarty niemrawej i przede wszystkim nieskutecznej gry gospodarzy. Bardzo zmotywowany i pełen żądzy rewanżu za porażkę po dogrywce w pierwszym meczu sezonu zespół gości grał bardzo mądrze w ataku a co ważniejsze skutecznie ograniczał poczynania Wiślaków w ofensywie, stąd po trzydziestu minutach, zasłużenie, co trzeba podkreślić, miał wypracowaną na swoim koncie przewagę 16 punktów. Ostatnie 10 minut to Wisła, jaką znamy z tego sezonu. Agresywna obrona na całym boisku, skuteczne akcje w ataku i na minutę przed końcem meczu tylko dwa punkty straty i dwa posiadania z szansą na zwycięstwo lub doprowadzenie do dogrywki, niestety, tym razem zabrakło szczęścia. Mecz w Sosnowcu to bardzo dobre zawody z obu stron. Gospodarze zaprezentowali lepszą skuteczność a przede wszystkim pokazali, ze świetnie się czują na własnym parkiecie bezlitośnie karając gości z Krakowa celnymi rzutami z dystansu i to zarówno przy mocnym nacisku jak i po błędach w obronie.

Koszykówka jest nieprzewidywalna a w naszej grupie naprawdę dzieje się sporo ciekawego. Każdy może wygrać z każdym i z wyjątkiem ekipy Wojtka Bychawskiego i jego AGH, które oprócz jednej wpadki pewnie kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa każdy z pozostałych zespołów może być zarówno w ósemce jak i na miejscu, które będzie dawało grę w play outach i walkę o utrzymanie. Mecz z Rybnikiem to ewidentnie nasza wpadka, bolesna, ale chyba potrzebna i zespołowi i nam trenerom. Daje nam wyraźny sygnał, że cały czas musimy być czujni i ciężko pracować. Przegrana w Sosnowcu wbrew logice przysporzyła mi wiele nadziei na to, co przed nami. Dołożyłem do pieca … hahaha… w tym tygodniu i szczerze mówiąc spodziewałem się Armagedonu a jednak moi chłopcy pomimo zmęczenia i ciężkich nóg po lekkoatletycznych morderczych treningach pokazali, że mają sportowe kochones grając dobre zawody. To był dobry rok….. poprzedni sezon zakończony zwycięskim bojem o utrzymanie z drużyną z Częstochowy, ten etap obecnego sezonu zakończony 7 zwycięstwami i lokatą w tabeli dającą nadzieję na coś więcej niż tylko walkę o utrzymanie w lidze. To czas powrotów naszych wychowanków po kontuzjach- Jasia Reraka i Michała Chraboty i przede wszystkim chemia w tym młodym zespole. Bez tego nie ma koszykówki, nie ma żadnego innego sportu, to podstawa do tego, żeby móc coś tworzyć i mieć potem radość z efektów. Brakuje mojej ekipie boiskowego cwaniactwa, choć na tym polu są postępy z miesiąca na miesiąc, brakuje doświadczenia i czasami zimnej krwi, ale…. jest radość i pasja z tego, co robią a przecież to chyba najważniejsze w sporcie i w życiu codziennym też. Robić to, co kochasz i co Cię cieszy. Tego życzę moim podopiecznym w nadchodzącym roku. Żeby to, co robią ciągle sprawiało Im frajdę i radość a życie zaoszczędziło zmartwień i trosk.  Resztą zajmiemy się my trenerzy i Rodzice, ale na temat przyszłości, jaka rysuje się przed tą drużyną już w osobnym artykule tuż po Nowym Roku - podsumował trener Piecuch

 

TS Wisła Kraków - MKKS Rybnik 61:63 (18:21, 10:13, 10:20, 23:9)

fotogaleria

 

Zagłębie Sosnowiec - TS Wisla Kraków 92:77 (16:19, 26:17, 25:24, 25:17)

 

fotogaleria