Brakło niewiele

Z obawami udawali się na mecz do Jaworzna koszykarze drugoligowego zespołu Wisły Kraków.

Osłabieni chorobami dwóch podstawowych rozgrywających (Chrabota, Siwak) oraz Jakuba Natkaniec, który spełnia się w roli trenera na zgrupowaniu w Nawojowej, nie byli faworytami środowej (14.02) potyczki. Mecz rozpoczął się od prowadzenia gospodarzy, ale Wiślacy nie pękali i skutecznie odgryzali się dobrymi akcjami. Pierwsza połowa zakończyła się 6-punktowym prowadzeniem gospodarzy i to, dlatego, że byli bardzo dobrze dysponowani w rzutach dystansowych, których zaaplikowali gościom aż 5. Druga część meczu kosz za kosz i choć Wisła była cały czas 6-8 punktów z tyłu to widowisko było naprawdę przednie. Sensacją zapachniało w czwartej kwarcie, kiedy to po świetnym okresie gry w pierwszych pięciu minutach Wisła wyszła na prowadzenie 76:74. Po czasie wziętym przez trenera Bilińskiego Sokoły z Jaworzna postawiły wszystko na jedną kartę i rzutami  z dystansu (5 celnych trójek w tej kwarcie) najpierw wróciły na prowadzenie a następnie spokojnie ją powiększali i zakończyli zwycięsko ten bardzo dobry mecz.

Moi chłopcy mają "sportowe jaja" i tyle. Dziś graliśmy naprawdę dobre zawody, bardzo dobre w ataku, niestety troszkę słabsze w obronie. Moja drużyna, choć osłabiona pokazała, że jest ekipą, która nie boi się nikogo i nie przejmuje przeciwnościami losu. Póki były siły walczyliśmy jak równy z równym, zmiennicy, którzy do tej pory dostawali mało szans w tym sezonie w stu procentach zrobili to, czego od nich oczekiwałem. Przegraliśmy, bo Jaworzno miało dłuższą ławkę, a przede wszystkim bardziej doświadczonych graczy, którzy popisowo rozegrali końcowe pięć minut meczu. Jestem pewien, że moi chłopcy odrobili lekcje i teraz to my będziemy umieć zachować się odpowiednio w najważniejszych momentach zawodów. Są mecze, po których trener i zespół są źli i wściekli na siebie, bo czują, że można było lepiej, że nie dało się z siebie wszystkiego. Dziś widziałem, że byli źli, tak sportowo, że porażka, ale też widziałem spokój i zadowolenie z dobrze wykonanej roboty i ja też tak czuje. Zrobiliśmy wszystko, na co było nas stać na ten moment i ponieśliśmy porażkę w sportowej walce po zawodach na naprawdę wysokim poziomie. Trzeba iść do przodu i już myślimy o niedzieli i pojedynku z Bielskiem - podsumował trener Piotr Piecuch 

 

MCKiS Jaworzno - TS Wisła Kraków 95:83 (26:21, 23:22, 20:21, 26:19) 

 

fotogaleria