Nie chwal dnia przed zachodem słońca

Po porażce w Jaworznie, ale w meczu stojącym na bardzo dobrym poziomie koszykarze drugoligowego zespołu Wisły w niedzielne wczesne popołudnie (18.02) podejmowali drużynę z Bielska.

W pierwszej rundzie Smoki poniosły tam bardzo dotkliwą porażkę po meczu, w którym tak naprawdę nie mieli nic do powiedzenia. Wydawało się, więc oczywistym, że nawet bez specjalnej motywacji ze strony sztabu szkoleniowego będą pałać żądzą rewanżu za jedną z dwóch najwyższych porażek, jakie odnieśli w pierwszej rundzie rozgrywek, tak jak zrobił to na przykład zespół AGH, który tydzień temu w rewanżu za jedyny przegrany mecz w rozgrywkach z drużyną Rudy Śląskiej dosłownie zdemolował przeciwnika na własnym parkiecie wygrywając różnicą prawie 40 punktów. Niestety nie było tego widać w meczu przy Reymonta. Goście wyszli na parkiet bardzo zmobilizowani i skoncentrowani, bo dla nich to był mecz o awans do ósemki i wiadomym było, że zrobią wszystko żeby osiągnąć cel. Gospodarze źle weszli w zawody i tak też zostało do końca rywalizacji. Bój toczył się kosz za kosz i raz jedna a raz druga ekipa była na prowadzeniu, ale to goście schodzili na przerwę z trzy punktową zaliczką (25:28). Druga połowa rozpoczęła się od chwilowego lepszego okresu gry Wisły, która przyspieszyła grę w ataku, grała zespołowo i wyszła na kilku punktowe prowadzenie, niestety, później znowu wkradła się niemoc i chaos w ataku oraz wyjątkowa duża ilość błędów w obronie. Heroiczny zryw w ostatniej minucie i rzut równo z syreną z 3 punkty Michała Chraboty na dogrywkę dawały nadzieję na szczęśliwe zakończenie, jednak to ekipa gości zagrała mądrze i konsekwentnie pięć minut dodatkowego czasu i mogła się cieszyć ze zwycięstwa. 

Gratuluję drużynie i trenerom z Bielska zwycięstwa, podkreślę to, zwycięstwa zasłużonego. Goście, choć w 9-osobowym składzie mieli plan na ten mecz i konsekwentnie go realizowali wkładając w mecz zaangażowanie i determinację. My zagraliśmy dziś bardzo słabe zawody, śmiem stwierdzić, że najsłabsze w tym sezonie. Nie mam zamiaru w tym miejscu dociekać przyczyn tego, co się stało, bo od tego jest szatnia i mówienie sobie pewnych rzeczy w oczy, Powiem tylko, że zimny prysznic chyba dobrze nam wszystkim zrobi i uświadomi, że po pierwsze  sport uczy pokory a po drugie, że nie wolno popadać w samozadowolenie. Każdy przeciwnik to nowy rozdział, nowa bitwa i nowe wyzwanie, na które musimy być przygotowani i fizycznie i mentalnie. Dziś nie byliśmy. Wszyscy - podsumował trener Piotr Piecuch

 

 

TS Wisła Kraków - Daas Basket Hills Bielsko Biała  68:70 (11:10, 14:18, 20:15, 16:18, d 7:9)

 

fotogaleria