Częstochowa zdobyta

Nic tak nie buduje morale drużyny jak zwycięstwa na trudnych wyjazdowych terenach, w dodatku takich, których nie udało się do tej pory zdobyć.

Częstochowa to właśnie jedna z takich hal gdzie niezależnie od składu i potencjału drużyny na przestrzeni jedenastu lat Wawelskie Smoki niczym Szwedzi podczas "Potopu Szwedzkiego" ponosili zazwyczaj porażki a nawet klęski tak jak to miało miejsce dwa sezony temu podczas na szczęście szczęśliwie zakończonych baraży o utrzymanie w lidze, jednak mecz wyjazdowy zakończył się aż trzydziesto punktową porażką. W sobotni wieczór (20.10)mające tyle samo punktów w tabeli drużyny wyszły na parkiet z mocnym postanowieniem odniesienia zwycięstwa i zadomowienia się w czołówce ligi i Ci, którzy mimo deszczowej aury postanowili przyjść na obiekt przy ulicy Dekabrystów na pewno nie żałowali. Obie ekipy od początku narzuciły mocne tempo i postawiły przede wszystkim na atak, w dodatku i jedni i drudzy byli skuteczni więc mecz naprawdę mógł się podobać. Pierwsza połowa wyrównana i dopiero przechwyt Jakuba Natkańca i skuteczny rzut równo z syreną dało jedno punktowe prowadzenie gościom z Krakowa. Trzecia kwarta rozpoczęła się od runu 8:0 dla Wawelskich Smoków, ale jeśli ktoś pomyślał, że Wisła już ten mecz wygrała był w błędzie, bo gospodarze dość szybko odrobili straty a w czwartej kwarcie na 5 minut przed jej zakończeniem wyszli na 6 oczek przewagi. Czas dla gości i od tego momentu na boisku dominował zespół Wisły, który trafił w ciągu ostatnich minut czterokrotnie za 3 punkty i skutecznie bronił własnego kosza, dlatego mógł się cieszyć z odniesionego zwycięstwa.

Bardzo się cieszę, że chłopaki dziś wygrali pomimo tego, że podczas meczu mieliśmy kłopoty z obroną i kontuzją Michała Chraboty (naciągnięcie ,mięśnia dwugłowego uda). Po raz drugi z rzędu wygrywamy ciężką końcówkę zawodów a moja drużyna zaczyna funkcjonować tak jak powinna. Liderzy i najbardziej doświadczeni zawodnicy biorą na siebie odpowiedzialność za to co dzieje się na boisku, a pozostali starają się im dorównać i dają więcej niż sami nie jednokrotnie nie zdają sobie sprawy. Jeśli do tego dodać świetną atmosferę wśród chłopaków, wsparcie wiernych kibiców, którzy potrafią przekrzyczeć kibiców gospodarzy pomimo miażdżącej ilościowo ich przewagi i dobrą pracę na treningach to nie mogę narzekać. Chcemy konsekwentnie iść do przodu choć na pewno nie jeden raz się potkniemy, ale z takim zespołem młodych ludzi, wiedzących czego chcą i gdzie chcą dojść, praca trenera to prawdziwe spełnienie zawodowych marzeń - podsumował mecz trener Piotr Piecuch

 

AZS Częstochowa - TS Wisła Kraków 84:94 (20:19, 25:27, 22:22, 17:26)

 

fotogaleria